Nasze emerytalne oszczędności skurczyły się przez kryzys finansowy średnio o 2,3 tys. zł - wynika z obliczeń "Gazety Wyborczej".
W tym roku OFE z każdym miesiącem odrabiają tamte straty. Od lutego tego roku, kiedy giełda zaczęła iść w górę, przyszłym emerytom na kontach przybyło już średnio niemal 1,5 tys. zł. Najszybciej odbił się Polsat. Jego klienci mają już na kontach o przeszło 2 tys. zł więcej niż na początku tego roku - pisze "GW".
Dobrym nosem do inwestycji może pochwalić się też Generali. Nie tylko dobrze radził sobie w czasie kryzysu, ale i umiał wykorzystać tegoroczne zwyżki na giełdzie. Jego klienci zyskali już ponad 1,6 tys. zł. Najsłabiej w tym roku wypadają te fundusze, które unikały inwestycji w akcje. Członkom Allianz od lutego przybyło na kontach 1,2 tys. zł.
Więcej o stanie emerytalnych oszczędności w OFE - we wtorkowej publikacji "GW".
żródło:Onet.pl,PAP
wtorek, 16 czerwca 2009
Sąd Rejonowy w Gdyni oddalił powództwo byłego pracownika Stoczni Gdynia SA Pawła Wydrzyńskiego przeciwko Zarządcy Kompensacji zakładu. Sąd ogłosił we wtorek, że zwolnionemu nie należy się odprawa wynikająca z Ustawy o zwolnieniach grupowych.
Było to pierwsze orzeczenie sądu w sprawie odpraw dla byłych stoczniowców w Gdyni. Na rozpatrzenie czekają takie same pozwy ponad tysiąca byłych pracowników zakładu, a kolejne są składane.
Były pracownik stoczni domagał się odprawy w wysokości ponad dwóch tysięcy złotych. Zapowiedział odwołanie się od wyroku.
Sędzia Hanna Lewalska uzasadniając postanowienie sądu podkreśliła, że spór w tej sprawie sprowadza się do interpretacji prawnej powództwa poprzez ustalenie, czy stan prawny pozwala na zasądzenie powodowi odprawy z tytułu zwolnień grupowych (regulowanych przez Ustawę o zwolnieniach grupowych z 2003 r.), czy też wyłącznym świadczeniem, które powodowi przysługuje, są świadczenia wynikające z tzw. specustawy stoczniowej z grudnia 2008 r.
Sąd doszedł do przekonania, że "w tej sprawie specustawa jest ustawą specjalną i szczególną, która w sposób kompleksowy chroni prawa pracowników stoczni". Sędzia podkreśliła, że zapisy specustawy są "dużo korzystniejsze dla zwalnianych niż przepisy powszechnie obowiązujące dotyczące zwolnień grupowych".
Sędzia zauważyła, że "powód pracował w stoczni 8 miesięcy, zgodnie ze specustawą stoczniową otrzymał już odszkodowanie w wysokości 20 tys. zł, teraz otrzymuje również świadczenie szkoleniowe w wysokości 1,4 tys. zł i ma możliwość przekwalifikowania się".
Były pracownik zapowiedział odwołanie się od wyroku sądu. "Wystąpiłem do sądu o te pieniądze, bo mi się należą i takie jest prawo" - powiedział dziennikarzom po wyjściu z sądowej sali.
Pomoc byłemu stoczniowcowi i wystąpienie związku zawodowego w roli pełnomocnika zapowiedział wiceprzewodniczący stoczniowej "Solidarności" Aleksander Kozicki. "Jest już ustanowiony pełnomocnik powoda i opłacony przez Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" - poinformował.
Dodał, że do sądu w Gdyni wpłynęło już około tysiąca pozwów byłych stoczniowców, a kolejne będą składane. "Dziennie do sądu wpływa około stu pozwów stoczniowców" - powiedział dziennikarzom.
"Sprawa nie jest wprost uregulowana i jest to kwestia interpretacji, a "S" jest bardzo zainteresowana, by te pieniądze trafiły do byłych stoczniowców" - podkreślił.
Wysokość odprawy w zależności od stażu pracy wynosi od ok. 3 do 10 tysięcy złotych. Gdyby sąd uznał roszczenia byłych stoczniowców, to łącznie 5,2 tys. byłym pracownikom stoczni Gdynia należałoby z budżetu państwa wypłacić około 55 mln zł.
Zwalnianym pracownikom stoczni, zgodnie ze specustawą stoczniową, wypłacone zostały już odszkodowania, w zależności od stażu pracy od 20 do 60 tys. zł.
Tzw. specustawa stoczniowa dała stoczniowcom też możliwość przystąpienia do Programu Monitorowanych Zwolnień. Zwolnionym stoczniowcom proponuje się udział w szkoleniach zawodowych, doradztwo i oferty pracy. Dzięki niemu, byli stoczniowcy do pół roku otrzymują także zasiłek szkoleniowy w wysokości około 1,8 tys. zł "na rękę".
Powstanie specustawy jest konsekwencją decyzji Komisji Europejskiej, która uznała, że pomoc udzielona stoczniom w Gdyni i Szczecinie jest nielegalna i dała polskiemu rządowi czas do czerwca 2009 roku na wyprzedaż ich majątku.
źródło:Onet.pl,PAP
Było to pierwsze orzeczenie sądu w sprawie odpraw dla byłych stoczniowców w Gdyni. Na rozpatrzenie czekają takie same pozwy ponad tysiąca byłych pracowników zakładu, a kolejne są składane.
Były pracownik stoczni domagał się odprawy w wysokości ponad dwóch tysięcy złotych. Zapowiedział odwołanie się od wyroku.
Sędzia Hanna Lewalska uzasadniając postanowienie sądu podkreśliła, że spór w tej sprawie sprowadza się do interpretacji prawnej powództwa poprzez ustalenie, czy stan prawny pozwala na zasądzenie powodowi odprawy z tytułu zwolnień grupowych (regulowanych przez Ustawę o zwolnieniach grupowych z 2003 r.), czy też wyłącznym świadczeniem, które powodowi przysługuje, są świadczenia wynikające z tzw. specustawy stoczniowej z grudnia 2008 r.
Sąd doszedł do przekonania, że "w tej sprawie specustawa jest ustawą specjalną i szczególną, która w sposób kompleksowy chroni prawa pracowników stoczni". Sędzia podkreśliła, że zapisy specustawy są "dużo korzystniejsze dla zwalnianych niż przepisy powszechnie obowiązujące dotyczące zwolnień grupowych".
Sędzia zauważyła, że "powód pracował w stoczni 8 miesięcy, zgodnie ze specustawą stoczniową otrzymał już odszkodowanie w wysokości 20 tys. zł, teraz otrzymuje również świadczenie szkoleniowe w wysokości 1,4 tys. zł i ma możliwość przekwalifikowania się".
Były pracownik zapowiedział odwołanie się od wyroku sądu. "Wystąpiłem do sądu o te pieniądze, bo mi się należą i takie jest prawo" - powiedział dziennikarzom po wyjściu z sądowej sali.
Pomoc byłemu stoczniowcowi i wystąpienie związku zawodowego w roli pełnomocnika zapowiedział wiceprzewodniczący stoczniowej "Solidarności" Aleksander Kozicki. "Jest już ustanowiony pełnomocnik powoda i opłacony przez Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" - poinformował.
Dodał, że do sądu w Gdyni wpłynęło już około tysiąca pozwów byłych stoczniowców, a kolejne będą składane. "Dziennie do sądu wpływa około stu pozwów stoczniowców" - powiedział dziennikarzom.
"Sprawa nie jest wprost uregulowana i jest to kwestia interpretacji, a "S" jest bardzo zainteresowana, by te pieniądze trafiły do byłych stoczniowców" - podkreślił.
Wysokość odprawy w zależności od stażu pracy wynosi od ok. 3 do 10 tysięcy złotych. Gdyby sąd uznał roszczenia byłych stoczniowców, to łącznie 5,2 tys. byłym pracownikom stoczni Gdynia należałoby z budżetu państwa wypłacić około 55 mln zł.
Zwalnianym pracownikom stoczni, zgodnie ze specustawą stoczniową, wypłacone zostały już odszkodowania, w zależności od stażu pracy od 20 do 60 tys. zł.
Tzw. specustawa stoczniowa dała stoczniowcom też możliwość przystąpienia do Programu Monitorowanych Zwolnień. Zwolnionym stoczniowcom proponuje się udział w szkoleniach zawodowych, doradztwo i oferty pracy. Dzięki niemu, byli stoczniowcy do pół roku otrzymują także zasiłek szkoleniowy w wysokości około 1,8 tys. zł "na rękę".
Powstanie specustawy jest konsekwencją decyzji Komisji Europejskiej, która uznała, że pomoc udzielona stoczniom w Gdyni i Szczecinie jest nielegalna i dała polskiemu rządowi czas do czerwca 2009 roku na wyprzedaż ich majątku.
źródło:Onet.pl,PAP
wtorek, 2 czerwca 2009
Rząd przyjął we wtorek projekt ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu finansowego dla pracowników i pracodawców, będący elementem pakietu antykryzysowego. Eksperci, pracodawcy i związkowcy są zadowoleni, że udało się go przyjąć, ale nie brak też krytyki poszczególnych rozwiązań projektu.
"Dzisiaj przyjęliśmy osiem punktów, ale dziewięć jest de facto realizowanych. Co do dwóch umówiliśmy się, że do końca roku będziemy przedstawiali ścieżkę dojścia. Chodzi tu m.in. o płacę minimalną" - powiedział premier Donald Tusk na konferencji prasowej w Stalowej Woli.
Pakiet antykryzysowy to propozycje zmian przede wszystkim w prawie pracy, podpisanych przez związki zawodowe i pracodawców w połowie marca. Obejmuje on m.in. rozwiązania dotyczące elastycznego czasu pracy, umów na czas określony, pomocy finansowej dla firm, które popadły w kłopoty finansowe, dofinansowania funduszu szkoleniowego w przedsiębiorstwach. Pakiet ma obowiązywać epizodycznie, przez dwa lata.
Minister pracy Jolanta Fedak podziękowała we wtorek partnerom społecznym z Komisji Trójstronnej czyli przedstawicielom pracodawców i związków zawodowych, że bardzo szybko zaopiniowali rządowy projekt ustawy.
"Głównym założeniem tej ustawy jest utrzymanie miejsc pracy. Pracowaliśmy nad nią bardzo intensywnie" - podkreśliła minister.
"Nowymi rozwiązaniami chcemy objąć ok. 250 tys. osób, z Funduszu Pracy przeznaczyć na postojowe blisko 1 mld zł i dodatkowe pieniądze na 50 tys. osób, które skorzystają z funduszu szkoleniowego albo stypendiów" - zaznaczyła Fedak.
PKPP Lewiatan za najważniejsze w pakiecie uznała 12-miesięczny okres rozliczeniowy, elastyczne rozliczanie czasu pracy przy zachowaniu dobowego i tygodniowego wymiaru wypoczynku, wykorzystanie środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na podtrzymanie zatrudnienia w okresie dekoniunktury, wykorzystanie tego czasu na podnoszenie kwalifikacji.
Ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich Adam Ambrozik zauważył, że "w przyjętym przez rząd pakiecie antykryzysowym są rozwiązania wewnętrznie sprzeczne".
"Z jednej strony ustawa wymaga od pracodawców, którzy zechcą skorzystać z pomocy finansowej, przedstawienia planu restrukturyzacji, a z drugiej wymaga, aby przez 12 miesięcy po ustaniu subsydiowania utrzymywał on stan zatrudnienia. W wielu wypadkach to wzajemnie się wyklucza" - powiedział ekspert KPP.
Zdaniem przewodniczącego OPZZ Jana Guza, przyjęty we wtorek przez rząd pakiet antykryzysowy to "polityka" uprawiana przez wyborami do europarlamentu. Jak powiedział, "rząd śpieszy się i przedstawia zaledwie kilka przyjętych ustaw jako pakiet antykryzysowy".
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wyraził we wtorek nadzieję, że rząd prześle pakiet do Sejmu jako projekt pilny, tak by można go było szybko uchwalić.
Posłowie PiS skrytykowali rząd za to, że nie podejmuje realnych działań antykryzysowych, tylko organizuje kolejną akcję propagandową, za którą uznał publiczne ogłoszenie pakietu.
SDL skrytykowało rząd za opieszałość w pracach nad pakietem. "Z niepokojem przyjmujemy informacje, że z tych szumnych zapowiedzi pozostają nieliczne już tylko zobowiązania, które są realizowane" - powiedział szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak.
Pakiet skrytykowali politycy Porozumienia dla Przyszłości - CentroLewica. Zdaniem Marka Borowskiego wymogi, jakie muszą spełnić firmy chcące skorzystać z pakietu, "są prawie nie do przejścia, wymagają długiego czasu i w wielu przypadkach przedsiębiorstwo po prostu nie będzie w stanie ich spełnić".
Natomiast według szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego "zmiany w prawie pracy, nad którymi pracuje rząd, to kolejny etap działań, jakie od początku kryzysu podejmuje koalicja rządząca".
Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski uważa, że przyjęcie przez rząd projektu ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu finansowego "to krok we właściwym kierunku". Jak powiedział, "rządowe propozycje pomogą przedsiębiorcom przejść przez kryzys".
Ekonomista SGH Ryszard Petru za najważniejsze elementy pakietu uznał "tymczasowość i elastyczność pracy, czyli możliwość takiego dogadania się związków zawodowych i pracodawców, by móc przetrwać trudny okres spowodowany załamaniem na rynkach światowych".
"Pakiet antykryzysowy w części dotyczącej elastycznego czasu pracy jest korzystny; ryzykowne są rozwiązania w sprawie subwencji i dotacji dla firm" - powiedział Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.
Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu uważa, że "gdyby rząd nie przyjął pakietu antykryzysowego, bezrobocie w Polsce mogłoby sięgnąć nawet 14 proc."
źródło:PAP,Bankier.pl
"Dzisiaj przyjęliśmy osiem punktów, ale dziewięć jest de facto realizowanych. Co do dwóch umówiliśmy się, że do końca roku będziemy przedstawiali ścieżkę dojścia. Chodzi tu m.in. o płacę minimalną" - powiedział premier Donald Tusk na konferencji prasowej w Stalowej Woli.
Pakiet antykryzysowy to propozycje zmian przede wszystkim w prawie pracy, podpisanych przez związki zawodowe i pracodawców w połowie marca. Obejmuje on m.in. rozwiązania dotyczące elastycznego czasu pracy, umów na czas określony, pomocy finansowej dla firm, które popadły w kłopoty finansowe, dofinansowania funduszu szkoleniowego w przedsiębiorstwach. Pakiet ma obowiązywać epizodycznie, przez dwa lata.
Minister pracy Jolanta Fedak podziękowała we wtorek partnerom społecznym z Komisji Trójstronnej czyli przedstawicielom pracodawców i związków zawodowych, że bardzo szybko zaopiniowali rządowy projekt ustawy.
"Głównym założeniem tej ustawy jest utrzymanie miejsc pracy. Pracowaliśmy nad nią bardzo intensywnie" - podkreśliła minister.
"Nowymi rozwiązaniami chcemy objąć ok. 250 tys. osób, z Funduszu Pracy przeznaczyć na postojowe blisko 1 mld zł i dodatkowe pieniądze na 50 tys. osób, które skorzystają z funduszu szkoleniowego albo stypendiów" - zaznaczyła Fedak.
PKPP Lewiatan za najważniejsze w pakiecie uznała 12-miesięczny okres rozliczeniowy, elastyczne rozliczanie czasu pracy przy zachowaniu dobowego i tygodniowego wymiaru wypoczynku, wykorzystanie środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na podtrzymanie zatrudnienia w okresie dekoniunktury, wykorzystanie tego czasu na podnoszenie kwalifikacji.
Ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich Adam Ambrozik zauważył, że "w przyjętym przez rząd pakiecie antykryzysowym są rozwiązania wewnętrznie sprzeczne".
"Z jednej strony ustawa wymaga od pracodawców, którzy zechcą skorzystać z pomocy finansowej, przedstawienia planu restrukturyzacji, a z drugiej wymaga, aby przez 12 miesięcy po ustaniu subsydiowania utrzymywał on stan zatrudnienia. W wielu wypadkach to wzajemnie się wyklucza" - powiedział ekspert KPP.
Zdaniem przewodniczącego OPZZ Jana Guza, przyjęty we wtorek przez rząd pakiet antykryzysowy to "polityka" uprawiana przez wyborami do europarlamentu. Jak powiedział, "rząd śpieszy się i przedstawia zaledwie kilka przyjętych ustaw jako pakiet antykryzysowy".
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wyraził we wtorek nadzieję, że rząd prześle pakiet do Sejmu jako projekt pilny, tak by można go było szybko uchwalić.
Posłowie PiS skrytykowali rząd za to, że nie podejmuje realnych działań antykryzysowych, tylko organizuje kolejną akcję propagandową, za którą uznał publiczne ogłoszenie pakietu.
SDL skrytykowało rząd za opieszałość w pracach nad pakietem. "Z niepokojem przyjmujemy informacje, że z tych szumnych zapowiedzi pozostają nieliczne już tylko zobowiązania, które są realizowane" - powiedział szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak.
Pakiet skrytykowali politycy Porozumienia dla Przyszłości - CentroLewica. Zdaniem Marka Borowskiego wymogi, jakie muszą spełnić firmy chcące skorzystać z pakietu, "są prawie nie do przejścia, wymagają długiego czasu i w wielu przypadkach przedsiębiorstwo po prostu nie będzie w stanie ich spełnić".
Natomiast według szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego "zmiany w prawie pracy, nad którymi pracuje rząd, to kolejny etap działań, jakie od początku kryzysu podejmuje koalicja rządząca".
Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski uważa, że przyjęcie przez rząd projektu ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu finansowego "to krok we właściwym kierunku". Jak powiedział, "rządowe propozycje pomogą przedsiębiorcom przejść przez kryzys".
Ekonomista SGH Ryszard Petru za najważniejsze elementy pakietu uznał "tymczasowość i elastyczność pracy, czyli możliwość takiego dogadania się związków zawodowych i pracodawców, by móc przetrwać trudny okres spowodowany załamaniem na rynkach światowych".
"Pakiet antykryzysowy w części dotyczącej elastycznego czasu pracy jest korzystny; ryzykowne są rozwiązania w sprawie subwencji i dotacji dla firm" - powiedział Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.
Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu uważa, że "gdyby rząd nie przyjął pakietu antykryzysowego, bezrobocie w Polsce mogłoby sięgnąć nawet 14 proc."
źródło:PAP,Bankier.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)